Nasi koledzy w Okręgowych Władzach Łowieckich
Pisaliśmy już wcześniej że, kolega Andrzej Czapliński, podczas IV Okręgowego Zjazdu Delegatów PZŁ, został wybrany do Elbląskiej Okręgowej Rady Łowieckiej. Dzisiaj możemy już podać następne nominacje.

Koło Łowieckie Knieja

w Starym Dzierzgoniu

Reklama
Reklama
Reklama
Kamienie Wilhelma
Internetowa wersja książki "Kamienie Wilhelma" Andrzeja Czaplińskiego.

Kraina Wiecznych Łowów

Odeszli do Krainy ...
Księżyc i Słońce
Czasy wschodu i zachodu Słońca oraz wschodu, zachodu i górowania Księżyca w centrum Polski.
Statut PZŁ
Uchwała XXIV Krajowego Zjazdu Delegatów Polskiego Związku Łowieckiego z dnia 16 lutego 2019 roku
Nasz kolega polował na Alasce Drukuj
Wpisany przez Administrator   
Poniedziałek, 02 Listopad 2015 14:46

Mowa tutaj o kol. Piotrze Juchno, który we wrześniu wybrał się na Alaskę. Spędził tam osiem dni na polowaniu, nie wliczając w to przelotów. Ale po kolei. Samolot wystartował z Gdańska, potem przesiadki we Frankfurcie W Niemczech, Seatle w USA i Anchorage na Alasce. Dalej małym samolocikiem do King Salmon - małej osady a stamtąd do bazy myśliwskiej.

 
 
Piotr wyjechał na Alaskę poprzez Biuro Polowań "IBEX" w Kaliszu. Na miejscu spotkał się z niezmąconą przez cywilizację przyrodą i ze spartańskimi warunkami. W pobliżu miasteczka Anchorage jest tylko 25 km dróg. W bazie myśliwskiej nie było telefonu a prąd elektryczny był wytwarzany przez agregat. Brak dróg  więc cała komunikacja odbywała się za pomocą samolotu. Jedyny samochód w bazie był przywieziony samolotem w częściach i złożony na miejscu.
 
 
Lotnisko w mieście  Anchorage
 
 
Lotnisko w King Salmon
 
 
Podstawowy środek lokomocji na Alasce
 
 
Baza myśliwska
 
 
 
Samoloty lądują na nielicznych suchych miejscach bądź na wodzie - gdy są wyposażone w pływaki
 
 
W bazie myśliwskiej a właściwie w myśliwsko - rybackiej
 
 
Łopaty dwóch łosi szczepione razem znalezione w tundrze
 
 
 
Można też znaleźć żebro wieloryba albo ...
 
 
... poroże karibu, którego się tutaj nie zabiera
 
 
Kol. Piotr Juchno polował na ogromnym płaskowyżu, który leży u stóp lodowca. Łosi wypatruje się np. z samolotu i gdy się go ujrzy samolot wysadza łowców parę kilometrów od zwierzęcia, na które można polować dopiero po 24 godzinach. Jest to danie szansy zwierzynie i kategorycznie się tego przestrzega.
 
 
Widok z samolotu na płaskowyż
 
 
Krater nieczynnego wulkanu
 
 
 
 
 
 
 
Łoś - widok z samolotu
 
 
W przypadku kol. Piotra, samolot zawiózł jego i przewodnika na 8 dni na płaskowyż, gdzie rozbili mały namiot, w którym nocowali i przez całe dnie i wypatrywali łosi, wilków i rosomaków, bo na takie zwierzęta  miał wykupiony odstrzał. Polowanie polegało na wypatrywaniu zwierząt, wabieniu ich i podchodu w trudnym, grząskim terenie. Płaskowyż przez cały czas jest bowiem zasilany wodą z topniejącego lodowca.
 
 
 
 
 
 
 
Na Alasce wieją ciągłe wiatry więc trzeba było się przed nimi zabezpieczyć
 
 
Wabienie łosia
 
 
Wab okazał się skuteczny, przyszedł łoś ale był za młody na strzał
 
 
 
 
 
 
Była też i inna zwierzyna - oko lornety wypatrzyło śpiącego niedźwiedzia
 
 
W takim namiociku kol. Piotr spędził osiem nocy
 
 
 
Przez te osiem dni i nocy jedzono to co łowcy zabrali ze sobą. Jak skończyła się woda w butelkach pito wodę z potoku. Jedzenie przechowywano w hermetycznych puszkach owiniętych taśmą by zapach nie przywabił niedźwiedzi. Spano z załadowaną bronią, żeby w razie czego odstraszyć intruza.
 
 
Kol. Piotr Juchno z przewodnikiem
 
 
Bywało i tak, że po powrocie z łowiska namiot fruwał w powietrzu
 
 
Niedogodności jednak rekompensowały przepiękne widoki
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Lodowiec
 
 
Jak mówi sam Piotr "po czterech dniach miałem dosyć". Najgorsze to że, ciągle byłem mokry a woderów praktycznie nie ściągało się z nóg. No i ciągle jeszcze nic nie upolowałem.
 
 
 
 
 
 
 
Kolejny "misiek" ...
 
 
... a nawet "miśki"
 
 
 
Po nieudanym podchodzie łosia sił było niewiele - powrót z góry widocznej za Piotrem
 
 
 
 
 
Wodery to niezbędny element wyposażenia
 
 
Wreszcie ósmego dnia pobytu  przydarzyło się łowieckie szczęście. Padł ogromny. stary by. Jeden strzał, jedna kula i łoś został w ogniu.
 
 
 
 
 
Potem zaczęła się ogromna praca z odbiciem łba, zdjęciem skóry i poćwiartowaniem ponad tonowego zwierza i wytransportowanie wszystkiego na lądowisko samolotu. Kol. Piotr postanowił zabrać do Polski czerep z rosochami i skórę łosia.
 
 
Rozłoga
 
 
Transport na pływakach samolotu
 
 
Wypada pogratulować kol. Piotrowi sukcesu. Przepiękne trofeum. Przepiękna przygoda łowiecka. Nie strzelił wilka i rosomaka, ale za to łosia  ogromnego. Na fotografii poniżej porównanie ze zrzutem łosia znalezionego w naszym łowisku. Jest różnica, co? Gratulacje Piotr. Darz Bór !!!
 
 
 

 

Zmieniony ( Wtorek, 03 Listopad 2015 23:27 )
 
 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack

Stworzone dzięki Joomla! Valid CSS